Sladami zapomnianych Boh 3. 3D okładka

Coś się kończy…

2014-10-08 Sladami zapomnianych Boh 3. 3D okładka

To zdecydowanie najtrudniejszy z tekstów, jaki przyszło mi napisać… Niestety, moi drodzy Czytelnicy, ze względu na pewne sprawy zawodowe oraz inne okoliczności muszę zawiesić pisanie bloga na czas nieokreślony.
Dziękuję Wam z całego serca za Wasze odwiedziny na nim, za komentarze, za propozycje tematów  i za maile (przepraszam za opóźnienia w odpowiadaniu na nie!).
Dziękuję, że czytaliście moje teksty i towarzyszyliście mi wirtualnie przez ostatnie lata.
Dziękuję również za Wasze poprawki dotyczące literówek i niektórych spraw merytorycznych – byliście moimi najskuteczniejszymi recenzentami i korektorami :-)
Dziękuję także mojej Rodzinie – żonie Marcie i córce Hani za cierpliwość i wsparcie :-)
Szczególne podziękowania kieruję do mojego przyjaciela Pawła Głowackiego, bez którego wsparcia ten blog nigdy by nie powstał.

Na pożegnanie mam dla Was pewną niespodziankę. Dzisiaj do księgarni w całej Polsce trafił trzeci tom mojej książki z artykułami pisanymi w latach 2012-2013. Jest ona nieco cieńsza, niż dwa poprzednie tomy, ale za to w bardziej przystępnej cenie.
Wiosną 2015 roku ukaże się tom czwarty, w którym oprócz artykułów znanych z bloga znajdziecie także inne, nieopublikowane.

Serdecznie Was pozdrawiam, gdziekolwiek jesteście, dziękuję Wam za wszystko i… do zobaczenia w realu! :-)))

Mateusz „Biszop” Biskup

Sladami zapomnianych Boh 3. 3D okładkaKsiążkę można także kupić na stronie Wydawnictwa VESPER.

 … Czytaj dalej

Navy Cross, czyli Krzyż Marynarki - drugie co do ważności (po Medalu Honoru) odznaczenie za męstwo na polu walki.

Krzyż Marynarki

Irak, okolice Diwanijji, 25 marca 2003 roku, godzina 8:00.
Autostrada nr 1 do Diwanijji ciągnęła się od horyzontu do horyzontu. Zupełnie jakby jakiś olbrzym wziął rolkę taśmy i rozwinął w poprzek pustyni. Konwój 3. Batalionu 5. Pułku Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych musiał na niej wyglądać z daleka jak szereg mrówek niestrudzenie zmierzających do mrowiska.
Na przedzie jechały cztery Abramsy, za nimi podążało kilka Hummerów, a na resztę konwoju składała się mieszanka ciężarówek, amfibii AAV7, transporterów opancerzonych i innych pojazdów.
Kapral Armand McCormick siedział za kierownicą Hummera jadącego tuż za czołgami i klął w myślach na czym świat stoi. Czy te stalowe żółwie muszą się tak wlec? OK, czołg to nie Ferrari, ale  ledwo ponad dwadzieścia mil na godzinę to przesada! Przecież droga jest równa jak stół!
Ech, chętnie by je wyprzedził i depnął na gaz…
Tuż za nim, na stanowisku strzelca stał kapral Thomas Franklin. Trzymał palec na spuście karabinu maszynowego. Co prawda pustynia była równa jak stół, ale nigdy nic nie wiadomo…
Na tylnym siedzeniu drzemali kapral Robert Kerman i porucznik Brian Chontosh. Ten ostatni właśnie się przebudził i przetarł ręką oczy.
Po prawej stronie, w odległości kilkudziesięciu metrów od autostrady pojawił się nieduży wał ziemny ciągnący się równolegle do niej. Czyżby Irakijczycy kopali rów irygacyjny wzdłuż szosy?
Porucznik Chontosh zmarszczył brwi.
- Tom! Skieruj karabin w prawo! – powiedział do strzelca. Ten od razu wykonał rozkaz.
W tej samej chwili rozległ się krótki świst i Hummer jadący za nimi stanął w płomieniach.
Na szczycie ziemnego wału rozkwitły ogniki luf plujących pociskami, które zabębniły po karoseriach pojazdów.Czytaj dalej

Kot w roli Jamesa Bonda? Według CIA - jak najbardziej!

Agent „Kiciuś”

Waszyngton, Wisconsin Avenue, lato 1966 roku.
Dwaj mężczyźni siedzący na ławce przerwali rozmowę i jak na komendę obejrzeli się do tyłu. Na środku ulicy, obok zaparkowanej na poboczu furgonetki stała taksówka. Wokół niej biegało trzech facetów, a każdy z nich miotał najgorsze przekleństwa pod adresem kierowcy. Jeden z nich przyklęknął na asfalcie i wypatrywał czegoś pod samochodem, inny zaś bębnił pięściami po masce taksówki. Jej kierowca siedział blady za kierownicą i ani myślał, by wyjść z pojazdu.
Co się stało? Czyżby taksówkarz kogoś potrącił? Chyba nie… Tylko dlaczego tamci tak wrzeszczą?
Ech, ci Jankesi to jednak dziwni ludzie! Pewnie od dobrobytu im się w głowach poprzewracało..
Mężczyźni na ławce wrócili do przerwanej rozmowy.
- A więc mówicie Iwanie Grigorjewiczu, że wizyta baletu Bolszoj w tym roku w Waszyngtonie jest możliwa do zrealizowania? – zagaił jeden z nich.Czytaj dalej

Eli Cohen

Samotność szpiega

Damaszek, Syria, plac Marjeh, 18 maja 1965 roku, godzina 23:30.
Wojskowa ciężarówka, z trudem przebijająca się przez zgromadzony na placu tłum w końcu dotarła do celu i zatrzymała się przy dużej drewnianej platformie. Z paki zeskoczyło dwóch żołnierzy, którzy otworzyli klapę i pomogli zejść wysokiemu człowiekowi ubranemu w długą białą koszulę z rękoma skutymi z tyłu. Tuż za nim z ciężarówki ostrożnie zszedł starszy mężczyzna w stroju rabina.
Więzień pochylił głowię ku rabbiemu i zamienił kilka słów. Duchowny ujął jego głowę w swoje dłonie.
Jeden z żołnierzy lekko szturchnął więźnia w bok.
Już czas.
Mężczyzna w białej koszuli podszedł do platformy między dwoma szeregami syryjskich żołnierzy i wspiął się na nią po kilku schodach. Odwrócił się i popatrzył na plac.
Było jasno jak w dzień. Na obrzeżach placu stały wojskowe ciężarówki z włączonymi reflektorami oświetlając zgromadzony tłum.
Kat popchnął mężczyznę w kierunku stołka ustawionego na środku platformy. Ten posłusznie na niego wszedł.
Egzekutor sprawnym ruchem nałożył mu pętlę na szyję.
Na placu panowała absolutna cisza.
Kopnięty stołek potoczył się w kierunku schodów. Rozległ się nieprzyjemny trzask i ciało mężczyzny zawisło bezwładnie. Skute dłonie na chwilę wykrzywiły się nienaturalnie, po czym zastygły w bezruchu.
Tłum zaczął krzyczeć z radości.Czytaj dalej

Battle_of_Bannockburn

Bannockburn – bitwa o niepodległość

Wyspa Rathlin na północnym wybrzeżu Irlandii, zima 1306-1307.
Kilkunastu mężczyzn ukrytych w nadmorskiej jaskini drżało z zimna. Byli głodni, zziębnięci i brudni, ale i tak mogli uważać się za szczęściarzy w porównaniu do reszty towarzyszy, którzy polegli.
Jeden z nich próbował rozniecić ogień, ale pozostali natychmiast wyrwali mu krzesiwo z dłoni obrzucając go przy okazji wyrazami powszechnie uznanymi za wulgarne. Dym wydobywający się z jaskini natychmiast ściągnąłby im na głowę nieproszonych gości.
Jeden z uciekinierów leżał na piasku w głębi pieczary. Był wściekły i zrezygnowany. Chwycił w dłoń niewielki kamień i rzucił go ze złością w stronę dużej pajęczyny rozpiętej między dwoma kamieniami. Kamień zerwał ją i potoczył się ze stukotem w głąb jaskini.
Zza kamienia wypełzł pająk i zaczął budować nową sieć. Kiedy udało mu się połączyć nitką dwa kamienie, mężczyzna rzucił garścią piachu i zerwał ją. Pająk schował się na chwilę za kamieniem i rozpoczął pracę od nowa.
Mężczyzna chwycił kamień, by ponownie zepsuć pajęcze dzieło, kiedy nagle olśniła go pewna myśl…Czytaj dalej

Śmigłowiec wielozadaniowy MH-6 "Little Bird".

Operacja „Acid Gambit”

Panama City, więzienie Carcel Modelo, 20 grudnia 1989 roku, godzina 0:45.
Człowiek skulony w kącie celi drgnął i przebudził się. Minęło jeszcze kilka sekund zanim opuściły go resztki snu i na dobre wrócił do rzeczywistości.
Usłyszał dziwne odgłosy dochodzące z korytarza. Przecież o tej porze zazwyczaj panowała tu niczym nie zmącona cisza…
Co się dzieje, do cholery?
Gdzieś nad nim rozległ się terkot karabinu maszynowego i kilka głuchych eksplozji. Więzień zerwał się na równe nogi.
Czyżby wreszcie rewolucja?
Jednym skokiem znalazł się przy kracie pełniącej rolę drzwi do celi. Zobaczył, jak więzienny korytarz wypełnia się gęstym dymem. Cofnął się w głąb celi, zerwał ze sznura gacie, które suszyły się tam od wczorajszego dnia, kiedy to oprawcy łaskawie pozwolili uprać mu przepoconą bieliznę, i przytknął wilgotny materiał do ust i nosa.
Przez gęsty dym przebiły się dwie smugi światła.
- Kurt Muse! Kurt Muse! – usłyszał wołanie.
Natychmiast rzucił się do kraty.
- Tutaj!!! – wrzasnął.
W kłębach dymu zobaczył dwie uzbrojone postaci w czarnych kombinezonach, z goglami zasłaniającymi pół twarzy.
Oddział Delta! Odsuń się od kraty! – rozkazała jedna z postaci.Czytaj dalej

B24

Pomoc z końca świata

Warszawa, plac Krasińskich, 15 sierpnia 1944 roku, godzina 2:30.
Grupa kobiet z latarkami w rękach ustawiła się na placu w kształt strzały. Stały w milczeniu, uważnie nasłuchując. Wśród kakofonii strzałów i eksplozji starały się wyłowić odgłosy nadlatujących alianckich bombowców.
I doczekały się.
Od strony ulicy Miodowej z każdą sekundą narastał jednostajny szum silników Liberatora. Maszyna zbliżała się od strony Wisły lecąc dosłownie tuż nad dachami domów. Nagle pilot poderwał ją w górę. Zapewne chciał nabrać wysokości po to, by spadochrony zasobników mogły się otworzyć i ładunek spadł na ziemię nieuszkodzony.
Około dwustu metrów przed placem Krasińskich dwa niemieckie działka skoncentrowały ogień na bombowcu. Ich obsługa nie musiała nawet używać reflektorów – lecący samolot był doskonale widoczny w upiornej poświacie płonącego miasta.
Niemiecki ogień był celny. Kobiety czekające na zrzut na placu Krasińskich słyszały doskonale głuche odgłosy pocisków trafiających w kadłub Liberatora. Bombowiec jakby zamarł w powietrzu, po czym przechylił się na lewe skrzydło i runął na ulicę Miodową.Czytaj dalej