Battle_of_Bannockburn

Bannockburn – bitwa o niepodległość

2014-09-15 Battle_of_Bannockburn

Wyspa Rathlin na północnym wybrzeżu Irlandii, zima 1306-1307.
Kilkunastu mężczyzn ukrytych w nadmorskiej jaskini drżało z zimna. Byli głodni, zziębnięci i brudni, ale i tak mogli uważać się za szczęściarzy w porównaniu do reszty towarzyszy, którzy polegli.
Jeden z nich próbował rozniecić ogień, ale pozostali natychmiast wyrwali mu krzesiwo z dłoni obrzucając go przy okazji wyrazami powszechnie uznanymi za wulgarne. Dym wydobywający się z jaskini natychmiast ściągnąłby im na głowę nieproszonych gości.
Jeden z uciekinierów leżał na piasku w głębi pieczary. Był wściekły i zrezygnowany. Chwycił w dłoń niewielki kamień i rzucił go ze złością w stronę dużej pajęczyny rozpiętej między dwoma kamieniami. Kamień zerwał ją i potoczył się ze stukotem w głąb jaskini.
Zza kamienia wypełzł pająk i zaczął budować nową sieć. Kiedy udało mu się połączyć nitką dwa kamienie, mężczyzna rzucił garścią piachu i zerwał ją. Pająk schował się na chwilę za kamieniem i rozpoczął pracę od nowa.
Mężczyzna chwycił kamień, by ponownie zepsuć pajęcze dzieło, kiedy nagle olśniła go pewna myśl…Czytaj dalej

Śmigłowiec wielozadaniowy MH-6 "Little Bird".

Operacja „Acid Gambit”

Panama City, więzienie Carcel Modelo, 20 grudnia 1989 roku, godzina 0:45.
Człowiek skulony w kącie celi drgnął i przebudził się. Minęło jeszcze kilka sekund zanim opuściły go resztki snu i na dobre wrócił do rzeczywistości.
Usłyszał dziwne odgłosy dochodzące z korytarza. Przecież o tej porze zazwyczaj panowała tu niczym nie zmącona cisza…
Co się dzieje, do cholery?
Gdzieś nad nim rozległ się terkot karabinu maszynowego i kilka głuchych eksplozji. Więzień zerwał się na równe nogi.
Czyżby wreszcie rewolucja?
Jednym skokiem znalazł się przy kracie pełniącej rolę drzwi do celi. Zobaczył, jak więzienny korytarz wypełnia się gęstym dymem. Cofnął się w głąb celi, zerwał ze sznura gacie, które suszyły się tam od wczorajszego dnia, kiedy to oprawcy łaskawie pozwolili uprać mu przepoconą bieliznę, i przytknął wilgotny materiał do ust i nosa.
Przez gęsty dym przebiły się dwie smugi światła.
- Kurt Muse! Kurt Muse! – usłyszał wołanie.
Natychmiast rzucił się do kraty.
- Tutaj!!! – wrzasnął.
W kłębach dymu zobaczył dwie uzbrojone postaci w czarnych kombinezonach, z goglami zasłaniającymi pół twarzy.
Oddział Delta! Odsuń się od kraty! – rozkazała jedna z postaci.Czytaj dalej

B24

Pomoc z końca świata

Warszawa, plac Krasińskich, 15 sierpnia 1944 roku, godzina 2:30.
Grupa kobiet z latarkami w rękach ustawiła się na placu w kształt strzały. Stały w milczeniu, uważnie nasłuchując. Wśród kakofonii strzałów i eksplozji starały się wyłowić odgłosy nadlatujących alianckich bombowców.
I doczekały się.
Od strony ulicy Miodowej z każdą sekundą narastał jednostajny szum silników Liberatora. Maszyna zbliżała się od strony Wisły lecąc dosłownie tuż nad dachami domów. Nagle pilot poderwał ją w górę. Zapewne chciał nabrać wysokości po to, by spadochrony zasobników mogły się otworzyć i ładunek spadł na ziemię nieuszkodzony.
Około dwustu metrów przed placem Krasińskich dwa niemieckie działka skoncentrowały ogień na bombowcu. Ich obsługa nie musiała nawet używać reflektorów – lecący samolot był doskonale widoczny w upiornej poświacie płonącego miasta.
Niemiecki ogień był celny. Kobiety czekające na zrzut na placu Krasińskich słyszały doskonale głuche odgłosy pocisków trafiających w kadłub Liberatora. Bombowiec jakby zamarł w powietrzu, po czym przechylił się na lewe skrzydło i runął na ulicę Miodową.Czytaj dalej

Pawiak. Zdjęcie z początku XX wieku.

Akcja „Pawiak”

Warszawa, Cmentarz Powązkowski, 19 lipca 1944 roku, godzina 23:00.
Podporucznik „Witold” zapalił kolejnego papierosa. Właściwie prawie nigdy nie palił. Jeśli już to tylko w chwilach najwyższego zdenerwowania. Czyli takich jak ta.
Większość grupy osłonowej wycofała się z cmentarza. Porucznik „Sawicz” zostawił tylko kilkunastu ludzi, którzy mieli za zadanie osłaniać ogniem więźniów Pawiaka, którym cudem udałoby się przedostać przez mury więzienia. No i nie ma sprawy! Mogą osłaniać! Tylko, kurna, czym???
Broń miała zostać przerzucona przez mur cmentarza w pobliżu jednej z bram. Okazało się jednak, że kręci się tam grupa gestapowców. No i co teraz? Czy kurierzy z bronią odnajdą nowe miejsce koncentracji oddziału?
„Niech to szlag!” – pomyślał „Witold” rzucając niedopałek na ziemię i przydeptując go obcasem.
Nagle po drugiej stronie cmentarnego muru rozległ się pisk hamulców ciężarówki. Trzy ciężkie torby upadły z chrzęstem na ziemię. Chwilę potem mur przeskoczył jakiś człowiek, którego „Witold” nie był w stanie rozpoznać. Zresztą pal go licho! Grunt, że jest broń!
Kilkunastu żołnierzy Podziemia dopadło trzech płóciennych toreb i w pośpiechu zaczęło wydobywać z nich broń i granaty.
- Halt!
Krzyk z drugiej strony cmentarza rozbrzmiał jak wystrzał. Rozległa się seria z karabinu maszynowego. Pociski uderzyły w mur tuż nad ich głowami.
W kierunku grupy Polaków zbliżała się tyraliera kilkudziesięciu niemieckich lotników.Czytaj dalej

Fregata HMS "Ariadne" - cel Operacji "Algeciras".

Argentyński sabotaż

Algeciras, południowa Hiszpania, 4 maja 1982 roku, godzina 11:00.
Właściciel wypożyczalni samochodów Manuel Rojas bardzo uważnie przyglądał się dwóm mężczyznom, którzy ponownie zawitali do jego firmy, by przedłużyć wynajem niewielkiego Datsuna, którego pożyczyli tydzień temu. Coś mu się w tych kolesiach nie podobało.
Nie wiedział jednak co…
Może ten dziwny akcent? Może fakt, że już po raz drugi płacili dolarami? A może to, że znowu się spóźnili – przecież telefonicznie jeden z nich umówił się godzinę wcześniej…
Kiedy wyjmowali pieniądze, by zapłacić za przedłużenie wynajmu samochodu jednemu z nich wypadły z kieszeni trzy pary kluczyków z przypiętymi do nich breloczkami. Manuel bez problemu rozpoznał loga dwóch konkurencyjnych wypożyczalni samochodów.
Po cholerę im tyle aut???
Czyżby ci kolesie byli z ETA?
Baskijska organizacja separatystyczna rozpoczęła niedawno nową falę ataków…
Manuel bez zmrużenia oka przyjął od klientów pieniądze i zanotował w dokumentach przedłużenie wynajmu samochodu.
Odprowadził nieznajomych wzrokiem, po czym podniósł słuchawkę telefonu i wykręcił numer 092.
- Halo! Policja?Czytaj dalej

Grób majora Tadeusza Burdzińskiego "Maliny" na Newton Stewart Cementery.

Grób Cichociemnego

Szkocja, miasteczko Newton Stewart, 10 sierpnia 2014 roku, godzina 13:00.
Żwir zazgrzytał pod kołami samochodu. Wjechałem powoli przez bramę starego cmentarza i zatrzymałem samochód w małej zatoczce. Wysiadłem i wyjąłem z bagażnika znicz oraz parasol.
Prognoza pogody nie nastrajała bowiem optymistycznie – tego dnia w zachodnie wybrzeże Szkocji miały uderzyć resztki huraganu Berta. Narazie nie padało, ale ołowiane niebo było widocznym znakiem, że może się to w każdej chwili zmienić.
Zacząłem wędrować cmentarnymi alejkami zatrzymując na moment wzrok na każdym nagrobku.
Doszedłem tak do końca cmentarza. I nie znalazłem tego, którego szukałem….
Zacząłem więc poszukiwania jeszcze raz.
Wreszcie – jest!
Zgodnie z prawem Murphy’ego grób leżał w najdalszej części cmentarza, którą ominąłem za pierwszym razem.
Na nagrobku widniał nieco zniszczony przez czas napis:
„Tadeusz S. Burdzinski
Late Major of Polish Forces”
Zapomniany grób Cichociemnego.Czytaj dalej

Sten (poniżej) i Błyskawica (w centrum) w zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego.

Błyskawica – wymarzona broń powstańca

Warszawa, ulica Niska, 11 sierpnia 1944 roku, godzina 10:00.
Niewielki oddział powstańczy poruszał się skokami po obu stronach ulicy. Kilkadziesiąt metrów przed nim szedł zwiadowca, który co chwila wspinał się na gruzy piętrzące się po lewej stronie, uważnie lustrował otoczenie, po czym ręką dawał towarzyszom znak, że mogą posuwać się naprzód.
Na niebie nie było ani jednej chmurki, a słońce zaczynało już mocno przygrzewać. Powstaniec otarł pot z czoła rękawem niemieckiej kurtki mundurowej i zaczął się wspinać na wyjątkowo wysoką hałdę gruzów. Przystanął w jej połowie, bowiem zdawało mu się, że usłyszał jakiś gardłowy głos. Po chwili jednak kontynuował wspinaczkę. Kiedy dotarł do szczytu hałdy przed jego oczami rozpostarł się straszny widok – teren byłego getta żydowskiego, którego mieszkańcy przed ponad rokiem stanęli do beznadziejnej walki był teraz zagruzowaną pustynią.
Nagle drgnął.
U stóp hałdy stało kilku niskich żołnierzy o azjatyckich rysach twarzy. Mieli na sobie niemieckie mundury i byli obwieszeni taśmami nabojów do karabinów maszynowych. Na widok postaci, która pojawiła się na szczycie hałdy zamilkli i znieruchomieli.
„Kałmucy” – pomyślał powstaniec.
Istotnie, byli to członkowie 111. Azerbejdżańskiego Batalionu Polowego wchodzącego w skład brygady dowodzonej przez potwora w ludzkiej skórze Oskara Dirlewangera. Ludność Warszawy natychmiast obdarzyła ich mianem Kałmuków.
Byli nie mniej zaskoczeni, niż on. Na całe szczęście powstaniec nie miał na ramieniu biało-czerwonej opaski. Widząc człowieka w niemieckim hełmie, niemieckiej kurtce i trzymającego w ręku pistolet maszynowy do złudzenia przypominający MP-40 jeden z Kałmuków zapytał:
- Deutsche?
Powstaniec pewniej ujął w dłoniach pistolet.
- Ja, ja!  Deutsche! – odparł spokojnie i nacisnął spust.Czytaj dalej